Bardzo wiele dzieci – a później także dorosłych – mierzy się z dysleksją. Dla jednych to tylko „trudność w czytaniu i pisaniu”, dla innych codzienna walka z poczuciem, że są „gorsi”, „wolniejsi”, „mniej zdolni”.
A ja?
Ja jestem jedną z tych osób.
„Jesteś leniwa” – czyli jak zaczyna się historia wielu dzieci
W czasach mojej szkoły podstawowej nie mówiło się o dysleksji tak, jak dziś. Zamiast diagnozy – była ocena. Zamiast wsparcia – etykieta.
Słyszałam: – „Nie chce ci się uczyć”
– „Jesteś leniwa”
– „Gdybyś się bardziej postarała, pisałabyś poprawnie”
Tylko nikt nie zapytał: dlaczego mimo starań to nie wychodzi?
A ja naprawdę się starałam.
Siedziałam nad zeszytami, przepisywałam, uczyłam się… a błędy i tak wracały. Litery się mieszały, zasady znikały z głowy, a ja coraz bardziej zaczynałam wierzyć, że może rzeczywiście „coś jest ze mną nie tak”.
Po latach – inne spojrzenie
Dopiero z perspektywy czasu zobaczyłam, że to nie była kwestia lenistwa. To był po prostu inny sposób przetwarzania informacji.
I wiecie co?
Dziś mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem – dysleksja nie jest taka straszna, jak ją malują.
Ba, może być ogromnym zasobem.
Bo to właśnie ona nauczyła mnie:
uważności na drugiego człowieka
szukania różnych dróg rozwiązania problemu
cierpliwości
empatii, której nie da się „wyuczyć z podręcznika”
Moja „trudność” stała się moją siłą
Po latach zamieniłam to, co kiedyś było moją słabością, w coś naprawdę wartościowego.
Dziś pracuję z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi, którzy mają specyficzne trudności w uczeniu się – i naprawdę ich rozumiem. Nie tylko „z teorii”. Z doświadczenia.
Wiem, co czują, kiedy:
kolejny raz ktoś poprawia ich zeszyt na czerwono
boją się czytać na głos
wstydzą się popełnianych błędów
zaczynają wierzyć, że „nie są wystarczająco dobrzy”
I właśnie dlatego pracuję inaczej.
Jak pracuję z dziećmi z dysleksją?
Czasami dzieci są zaskoczone, kiedy mówię im, że… ja też popełniam błędy.
Bo tak – zdarza mi się podczas zajęć z ortografii sprawdzić w telefonie, jak poprawnie zapisać jakieś słowo 😄
I robię to zupełnie otwarcie.
Dlaczego?
Bo chcę im pokazać, że: 👉 błąd nie jest porażką
👉 nie trzeba być idealnym
👉 można szukać sposobów, które pomagają
Co stosuję na zajęciach?
✔️ Słowniki i pomoce wizualne
Pozwalam dzieciom z nich korzystać – szczególnie wspierają wzrokowców. To nie „ściąganie”. To nauka strategii.
✔️ Odmiana wyrazów i skojarzenia
Szukamy powiązań, form pokrewnych, „słyszenia” zmian w wyrazach – to świetny trening dla słuchowców.
✔️ Mówienie na głos
Zachęcam dzieci, by wypowiadały słowa – bo często dopiero wtedy „coś zaczyna brzmieć dobrze albo nie”.
✔️ Samodzielne znajdowanie błędów
Nie zawsze mówię, gdzie jest błąd. Proszę, by sami go znaleźli. To trudniejsze – ale dużo bardziej rozwijające.
✔️ Uczenie przez doświadczenie
Bo prawda jest taka: najlepiej uczymy się na własnych błędach. Nie na gotowych poprawkach.
Najważniejsze? Relacja i poczucie bezpieczeństwa
Dziecko nie nauczy się niczego, jeśli się boi.
Jeśli czuje wstyd.
Jeśli boi się oceny.
Jeśli słyszy, że „znowu źle”.
Dlatego najpierw buduję relację. Pokazuję, że można próbować, mylić się, poprawiać… i nadal być w porządku.
Bo nauka to proces.
Nie test.
Dysleksja to naprawdę superMoc
Dziś, z pełnym przekonaniem, mówię moim podopiecznym:
👉 Dysleksja to nie przeszkoda.
👉 To nie jest „ułomność”.
👉 To inny sposób myślenia.
A czasem – wyjątkowy.
Bo osoby z dysleksją bardzo często:
myślą nieszablonowo
są kreatywne
widzą więcej
czują głębiej
I jeśli tylko dostaną wsparcie zamiast oceny – potrafią naprawdę rozwinąć skrzydła.
Na koniec – do rodziców i nauczycieli
Zamiast pytać: „Dlaczego on znowu zrobił błąd?”
Spróbujmy zapytać: 👉 „Czego potrzebuje, żeby mu było łatwiej?”
👉 „Jak mogę go wesprzeć?”
👉 „Co już potrafi?”
Bo czasem jedno dobre zdanie potrafi zmienić więcej niż sto czerwonych poprawek.
Dysleksja nie definiuje człowieka.
Ale może stać się jego siłą.
Ja jestem tego najlepszym przykładem 💛
