Na świadectwie moich Dzieci nie ma najważniejszych rzeczy…

/

Zakończenie roku szkolnego to dla wielu rodzin moment podsumowań, emocji, czasem radości, czasem ulgi, a bywa – rozczarowania. W rękach dzieci lądują świadectwa – dokument, który zamyka kolejny etap edukacyjnej podróży. Świadectwa, które często stają się punktem odniesienia do wartościowania całego roku: „czy był udany?”, „czy się opłacało?”, „czy jestem wystarczająco dobry/dobra?”

Ale… na świadectwie moich Dzieci nie ma najważniejszych rzeczy.

Nie ma tam miejsca na to, że każdego dnia uczą się funkcjonować w świecie, który nie zawsze jest dla nich przyjazny.
Nie ma oceny z tego, jak wielką pracę wkładają w zrozumienie swoich emocji i uczuć innych ludzi.
Nie znajdzie się tam punktów za próby odnalezienia się w hałasie, w zmianie planu, w nowej sytuacji – choć dla nich to często ogromny wysiłek.
Nie ma kategorii „Wytrwałość”, „Samoregulacja” czy „Odwaga”. A przecież każdego dnia pokazują, że te cechy są w nich – żywe, budowane krok po kroku.

Na świadectwie nie ma informacji, że moje Dzieci:

– Uczą się być lepszym człowiekiem, niezależnie od szkolnych ocen.
– Odkrywają, że warto pomagać – nie po to, żeby ktoś to zauważył, ale dlatego, że to ważne.
– Popełniają błędy i próbują zrozumieć, co się wydarzyło, by następnym razem spróbować inaczej.
– Czasem się wycofują, bo tak czują. A potem wracają – silniejsze o kolejne doświadczenie.

Nie znajdziesz tam rubryki: „Próbował mimo trudności” albo „Zauważył, że koleżanka płacze i podał chusteczkę”.
Nie będzie też punktów za „przytulił młodszego brata po trudnym dniu” czy „odważył się powiedzieć, że coś jest dla niego za trudne”.

Ale ja to wszystko widzę.

Widzę, jak moje Dzieci dojrzewają – po swojemu, we własnym rytmie.
Widzę, ile ich kosztuje coś, co dla innych dzieci bywa oczywiste.
Widzę ich siłę, ich delikatność, ich determinację i ich nieustanną gotowość do podejmowania prób.

To są dla mnie ich prawdziwe świadectwa. Nie te drukowane, z pieczątką i podpisem dyrektora, ale te, które piszą każdego dnia w swoim życiu.

I dlatego dziś – zamiast porównywać, analizować, szukać wzorców – dziękuję moim Dzieciom.
Za to, że codziennie pokazują mi, co naprawdę się liczy.
Za to, że przypominają, iż edukacja to nie tylko liczby i litery.
To przede wszystkim człowieczeństwo.

Z całego serca życzę wszystkim Dzieciom – i ich rodzicom – żeby w tym świecie ocen, rankingów i pasków nigdy nie zapomnieli, że są wartościowi właśnie tacy, jacy są.

Bo każda droga, nawet ta bardziej kręta i nietypowa, zasługuje na uznanie i celebrację.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze